sobota, 11 maja 2013

ROZDZIAŁ 2

Popatrzyłamm na niego i przypomniał sobie, że widziałam go dziś rano obok osiedla gdzie mieszkam.
-cześć - podszedł do mnie
Nie odpowiedziałam.
-zapomniałbym, mam na imię Maciek.
-hej Maciek, miło mi Vanesa. - uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
-jestem tu nowy, jak sama pewnie zauważyłaś, a chciałbym poznać trochę te miasto.
-mam rozumieć, że chcesz sie spotkać po lekcjach? -zaśmiałam się.
-tak! Wyciągnęłaś mi to z ust. To poczekam na Ciebie pod szkołą, dobrze? - spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami i mrugnął.
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a już gdzieś poszedł. Rozejrzałam się i zobaczyłam grupkę dziewczyn patrzących na mnie z wielką zazdrością w oczach.Pomyślałam, że jestem szczęściarą. Uśmiechnęłam sie do siebi i podbiegłam do Julii i Dominiki.
Dziewczyny powiedziały, że Marlena patrzyła na mnie z wściekłością i i mówiła coś pod nosem coś pod nosem. Uważa, że jej wszystko wolno. Jednak cieszę się, że to ostatni rok z nią  w klasie. To będzie coś niesamowicie pięknego kiedy pójdziemy własnymi ścieżkami po szczęście w dalszym życiu. Oczywiście, mam nadzieję, że ze swoimi przyjaciółmi będę się widywać prawie codziennie. Nie wyobrażam sobie tego, że mogłoby ich zabraknąć. Te 3 lata wspólnej przyjaźni minęły tak szybko, zaledwie jak 2 miesiące. Kłóciliśmy się, ale rzadko. Jednak nie wytrzymywaliśmy bez siebie i było jak dawniej. Zawsze sobie nawzajem pomagamy. Są dla mnie jak rodzina.
-no tak. Mamy wyjść zaraz po lekcjach. Ma na mnie poczekać, więc kochaniutka nie wrócimy razem - zrobiłam smutną buźkę
-chciałam ci to powiedzieć... ja wracam z Bartkiem.- odpowiedziała Julia
-oooo, na prawde? zdasz mi szczegóły później! - mówiąc to dałam jej całusa w policzek i poszłam pod salę. Ona chyba na kogoś czekała.. Chwilę później dobiegła do mnie Dominika. Powiedziałam jej dokładnie o czym rozmawiałam z nowym. Akurat w momencie kiedy przechodził. 
Kacper to zauważył i od razu podszedł do mnie:
-czemu ten nowy się do ciebie uśmiecha? - patrzył w jego stronę
-ojeju, przestań. Nie masz o co być zazdrosny.
Weszłam do klasy. Kacper stał jeszcze chwilę przed i nadal patrzył na nowego. Rozbolał mnie brzuch. Nie miałam co udawać, denerwowałam się tym spotkaniem. Idę z nim, a nic o nim nie wiem...
Czym bliżej końca, tym bardziej bolał mnie brzuch.Coraz szybciej zapominałam o świecie rzeczywistym. Nie wiem co się wtedy działo. Opadłam głową na ławkę. Ktoś chyba do mnie gadał, ktoś coś chciał. Chyba zasnęłam. Nie mogłam kontrowalować swojego ciała. Poddałam się. Wtedy w mojej głowie pojawiły się głosy i tło szpitala.Szpital płonął. Widziałam tylko zamazane twarze, krzyczące że ktoś jest jeszcze w środku. Wszyscy biegali. Kiedy obejrzałam się w bok dostrzegłam małą dziewczynkę, która leżała i płakała. Schyliłam się, żeby zapytać co się stało, jednak krótki moment później ktoś zaczął mnie podnosić i mówić właśnie te słowa:

"Biegnij! Uciekaj! Szybko! Nie chcę cie ranić, ale uciekaj i to szybko! UCIEKAJ! Kocham cie jak nigdy nikogo! Pamiętaj o tym... Nie zapomnij o mnie... "
 
*DRYYYYYŃ DRYYYYYŃ*

-Vanesa! Już po dzwonku! Wstawaj - ocknął mnie Kacper - Wracamy razem?
-nie-nie mogę. Wybacz.
Wyszłam szybkim krokiem z klasy. Zupełnie zapomniałam o tym, że nowo poznany chłopak ma na mnie czekać. Ciągle siedziały mi w głowie pytania o co chodziło z tymi głosami i płonącym szpitalem.O co z tym chodziło... Nigdy nie miałam czegoś takiego. Nigdy nie zdarzyło mi się zasnąć podczas lekcji. Trochę się przestraszyłam tego co widziałam w "śnie". Nagle dźgnął mnie w brzuch wysoki chłopak. Zobaczyłam go. Tego nowego, o którym zapomniałam się spotkać.
-coś nie tak? - zapytał.
-niee, wszystko w porządku. To jak, gdzie idziemy? -uśmiechnęłam się sztucznie
-widzę, że coś jest nie tak. No dobra, nie wnikam. Wiem tylko,że tutaj jest ciekawy park. może tam? Mielibyśmy trochę czasu i potem byś mnie trochę oprowadziła.
-oki, nie ma problemu. 
Szliśmy w milczeniu. Zastanawiałam się czyj to był głos.Idąc z nim widziałam ludzi przechodzących obok, patrzących. Rozglądałam się wokoło. Może dlatego iż szukałam twarzy ze "snu". To nie był dobry pomysł, żeby myśleć o tym podczas kiedy idzie ze mną kolega. Dopiero kiedy dochodziliśmy do parku skapnęłam się, że może być mu przykro, bo prawie nie rozmawiamy.
-co jest? - zapytał patrząc na mnie z dziwną miną.
-no bo ja tu idę z tobą gdzieś, a nawet nic o Tobie nie wiem.
-hahahahaha - zaśmiał się. Nie wiem czy tylko dlatego, żeby nie zrobić przykrości czy może dlatego, że był zakłopotany i nie wiedział co powiedzieć...
-no właśnie.
I wtedy ucichł.
-usiądźmy tutaj. - zaproponował.
-dobra, teraz opowiadaj mi coś o sobie.
- Przeprowadziłem się tutaj ostatnio z mamą, ponieważ ojciec zdradzał matkę....
Znowu ucichł. Tą krępującą ciszę przerwał dzwoniący telefon:
-hhalo? - odebrałam - .... dobra, będę za 10 minut... cześć.
-muszę wracać. zwróciłam się do niego.
-tak wiem. Przepraszam, że tak zamuliłem. Do zobaczenia
-no hej - uśmiechnęłam się, wstałam i ruszyłam w stronę domu.
Z parku do domu miałam 5 minut. Szłam i miałam kompletną pustkę w głowie. Zupełnie zapomniałam o tym, że podobam się swoim dwóm przyjaciołom. Zapomniałam o tym, że taka Marlena jest z Fabianem. Rozproszył mnie sms :
"hej mordko. Jesteś już po spotkaniu z nowym? Jaki on jest? Jaraj się, Bartek chce tańczyć ze mną na balu"~ Jula <3
Przeczytałam i szybko odpisałam:
"hej. Nie wiem nic zupełnie o nim xD nooo, jaram się! *.* "
Weszłam do domu i usiadłam przy biurku i zaczęłam odrabiać lekcje. Tak pochłonęły mnie lekcje, że nie zauważyłam, że jest już na dworzu ciemno. Miałam tyle zadane.. Dobrze, że niedługo koniec roku.. Sms od Julii przypomniał mi, że nie mam z kim tańczyć na balu. Zasmuciłam się. Ni stąd ni stamtąd uświadomiłam sobie, że mogę tańczyć z Kacprem lub Rafałem. Zobaczymy który będzie pierwszy. Usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach. Otworzyłam facebook'a, skype'a i gadu-gadu. Od razu pojawił się dymek od gadu gadu " nieznajomy przesyła wiadomość" . Nie zastanawiałam się i otworzyłam okienko.
"hej :) "
Zdziwiłam się, lecz odpisałam : siemasz ;) .
-jak tam?
-w porządku, a tam?
-dobrze. nie zastanawiałaś się, czemu do Ciebie napisałem?
-em... ja nadal nie wiem kim jesteś :P
-Maciek...Mieszkam na tym samym osiedlu co Ty. Byliśmy dziś razem na dworzu
-od kiedy tutaj mieszkasz? no tak tak, pamiętam.
-od paru tygodni.. Obserwowałem Cię czasami przez okno i śledziłem, żeby chodzić z Tobą do szkoły.. Przepraszam za to. Chciałem Cię widywać codziennie...
-opowiedz mi coś o sobie.
-no oki, więc mieszkam na przeciwko. Uwielbiam grać w koszykówkę, ale nie mam nic do innych sportów. Lubię dziewczyny naturalne i z poczuciem humoru. Jestem bardzo wstydliwy na pierwszych spotkaniach, lecz otwarty na różne tematy :d jak każdy - jestem czasami zboczony, ale nie umiem tego opanować xd a no i rodzice się rozstali. Mieszkam z mamą. Wzięli rozwód kiedy miałem 14lat.
-ojć , ideał? :d i przykro mi z powodu Twoich rodziców :c
-tak, Ty jesteś moim ;c
-kłamiesz. :<
-czemu miałbym kłamać? </3
-nie znasz mnie.
-znam. jak już mówiłem, śledziłem Cię. Rozmawiałem z Twoimi przyjaciółkami i wiem co nie co o Tobie :P
-ooo bożee.
-dlatego jesteś moim ideałem :*
-przyjdź do mnie
-teraz?
-tak.
-jesteś pewna? jest już po 22
-jestem. przyjdź. 
-no dobrze. zaraz będę.
Nie sądziłam, że przyjdzie. Lecz bardzo chciałam, żeby przyszedł. Miałam wielką chęć przytulenia się do kogoś. Padło na niego. I w tym momencie wszedł Kacper na skype'a. Nic nie mogłam więcej zrobić jak zejść z laptopa. Nie chciałam z nim rozmawiać, zwłaszcza wtedy kiedy miał przyjść Piotrek. Znowu zaczął boleć mnie brzuch.

*DRYYYYŃ DRYYYŃ*


-kto o tak później porze?! - podniosła ton mama.
-dobry wieczór, ja do Vanesy. - odpowiedział speszony Piotr.
-wejdź.
-dziękuję. przepraszam, że tak późno ...
-jest u siebie w pokoju. jesteśmy przyzwyczajeni, więc spoko.
-o jesteś. cześć. chodź. - zaprosiłam go do swojego pokoju.
-masz fajną mamę! - uśmiechnął się niesmowicie ładnym uśmiechem
-taaa. Przepraszam za bałagan.
-daj spokój, żebyś ty widziała mój pokój... A więc powiedz, po co chciałaś, żebym przyszedł?
-chciałam się przytulić... - spuściłam głowę, jak pies kiedy został ukarany.
W tym momencie objął mnie najmocniej jak potrafił. Czułam, że jestem bezpieczna. Mogłam mu powiedzieć o wszystkim. To było dziwne, że tak szybko się otworzyłam do ledwie znanego chłopaka. Może dlatego, że pragnęłam miłościi.... dawno jej w moim sercu nie było. Przydałaby się, ale nic na siłę. Nie chcę mieć chłopaka tylko po to by go mieć. Lecz niedługo bal i na pewno dużo par się utworzy. Zakończenie 3klasy... Trochę będzie tego brakowało... ale przynamniej nie będę widzieć na 5 dni w tygodniu niektórych znienawidzonych twarzy.Z Maćkiem rozmawiałam do 4. O wszystkim i o niczym. Leżąc tak z nim zasnęłam. Obudził mnie sms:
"hej słońce, nie śpij już :* " - Maciek
"skąd ja mam Twój numer? ;d "
"możesz spytać, skąd jestem pod Twoimi drzwiami"
-ojej, cześć - uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam wtedy na swoje kapcie świnie...
-witam.  DZIEEEŃ DOBRY! - podszedł i dał całusa w usta.
-dzień dobry, Maciek napijesz się czegoś? pozdrowiłeś mame? - zaczęła mama.
-nie, dzięki. Pozdrowiłem i pyta kiedy wpadniecie.
-może dziś wieczorem? - zaproponował tata.
-dobra, to już piszę do mamy. - Wyciągnął telefon i wystukał treść sms. Chwilę później schował urządzenie do kieszeni.
Przyglądałam się temu zajściu. Czułam, że rodzice go polubili. Przygladałam si mu, był zuepłnie inny. "ja go muszę poznać!" - pomyślałam przyglądając się mu.
-co sie tak patrzysz? - spytał i zrobił głupią minę.
-spójrz na swoje skarpetki , hhahahah.
-HAHAHAHAHAHHAHAHAHAAHHAH
-no własnie hahhahah
-kochanie, śpieszył sie do ciebie to dlatego - wtrącił tata
-tato? dobrze z tobą? - zapytałam.
-jasne. ale te skarpetki, ahahhahahah
-ee no, trudno. przeżyjemy z tym. ale przestańcie się już ze mnie śmiać - zrobił smutną minkę.
-no dobrzee. przepraszam. chodź do mnie.
-dzieciaki za 15minut będzie obiad!
-aż tak długo spałam?! - zdziwiłam się.
-tak pysiaczku- odpowiedział.
Czemu powiedział pysiaczku?! Skąd wie?... Ale skoro rozmawiał z moimi przyjaciółkami... Robi się coraz dziwniej. I wtedy przypomniałam sobie o śnie w szkole.

sobota, 4 maja 2013

ROZDZIAŁ 1.

Poszłam spać późnym wieczorem. Wtedy jeszcze sądziłam, że jest piątek. Do późna rozmawiałam z Rafałem na skypie.Rozmawiałam z nim do pierwszej.. Powiedział, że mu się podobam.. Chce czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Wtedy zaniemówiłam... Nigdy nie myślałam nawet, że mogłabym mu się podobać. A jednak, wszystko jest możliwe. Skończyliśmy rozmawiać, a mimo to nadal nie głam zasnąć.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć...

*rano*

-Vanesa! wstawaj! ktoś do ciebie! - rozległ się głos matki po domu
-kogo niesie o tak wczesnej porze .... - powiedziałam pod nosem zaspana.
Kiedy przejrzałam na oczy zobaczyłam go. Jak zawsze włosy postawione na żel i niesamowicie uroczy uśmiech. Miał na sobie koszulę w kratkę niebieską, a pod spodem t-shirt z napisem "anything is possible " do tego jeansy przypominające rurki i czarne vansy.  Siedziałam tak w bezruchu chyba jakąś dłuższą chwilę, bo Kacper zrobił smutną minę i do mnie podszedł i zaczął łaskotać.
-eeej , przestań! - zaczęłam krzyczeć.
-co sie stało? czemu taka smutna?
-nie jestem smutna, tylko zła. I sie zapatrzyłam
-mm na mnie, mam rozumieć?- poruszył brwiami
-nieee, na okno. W ogóle dlaczego przychodzisz tak wcześnie do mnie w sobote?
-ale dziś jest ...
-dobra, wyjdź! wyjdź bo chce sie ubrać - przerwałam mu. Wiedziałam, że to musi być ważne, ale co musi być ważniejsze od sobotniego poranka?!
-ok ... - wyszedł
Zatrzasnęłam drzwi za nim i podreptałam do szafy. Wyciągnełam jasne rurki, t-shirt który dostałam właśnie od Kacpra i żółtą bluzę. Przebierając się spojrzałam na kalendarz.
-coo, to dziś jest piątek?! Kacper! - w duchu modliłam sie, żeby to mi sie przyśniło
-słucham? - znowu pokazał się z tym swoim niesamowitym uśmiechem
-czemu nie powiedziałeś, że dziś jest piątek!?
-chciałem, przerwałaś mi..
-racja. Wybacz pysiaczku. - zawsze się tak do niego zwracałam kiedy sie obrażał.
Na szczęście byłam już ubrana, poprosiłam Kacpra,żeby spakował mi zeszyty do torby. Ja w tym czasie zajęłam się poranną toaletą. Chwilę później byłam gotowa i poszłam do kuchni.
-kochanie, zrobiłam ci tosty do szkoły- zwróciła się mama
-dzięki, mamo - rzuciłam i wyszłam z domu.
Przed domem czekała już Dominika. Podejrzewałam, że czekała dość długo po jej wyrazie twarzy. Przecież to nie moja wina, że zaspałam. Tylko kogoś.
-długo czekasz? - podeszłam i dałam jej buziaka na przywitanie
-wystarczająco długo! Aż 4 minuty ... - zaśmiała się.
-eem, Kacper możesz iść po Rafała? Chcę porozmawiać z Dominiką. - zwróciłam się do niego.
-dobra - odpowiedział i mrugnął swoim niebieskim okiem.
-no to co jest? - pytała zaciekawiona Dominika. - mów co jest!
-no bo wiesz ... Rafał .. no i Kacper .. - zaczęłam, ale nie potrafiłam z siebie tego wydusić.
-no nie gadaj, że Rafałowi też sie podobasz...
-właśnie o to chodzi ...
-to ładnie, kieedy ci to powiedział?
Opowiedziałam wszystko od początku do końca, ale bez żadnych szczegółów,bo przyszli chłopcy. Przywitał się z nami Rafał i poszliśmy do szkoły. Pierwszy mieliśmy wf, więc mogliśmy się spóźnić. Szliśmy powoli i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Weszliśmy do szkoły i prosto do szatni. Chłopcy pobiegli, żeby zdążyć się przebrać, bo chcieli pograć w nogę. Ja z Dominiką postanowiłyśmy, że jest zbyt wcześnie na wf nie będziemy ćwiczyć i przyjdziemy chwilę później.

*15 minut później*

-no proszę, panny znów się spóźniły. - zaczęła pani Lincoln.
-noo proszę pani, ja zaspałam. - zaczęłam
-oczywiście to wina jej budzika! - skończyła za mnie Dominika.
-dobra, siadajcie. Ostatni raz.
-dziękujemy - powiedziałyśmy razem.
Pod koniec lekcji chłopcy przechodzili do szatni, przez naszą część sali. Jednak coś mi nie pasowało. Wśród nich był ktoś nowy. Był zupełnie inni niż wszyscy od nas. Zastanawiałam się, kim jest. Miał jasne włosy i ciemne oczy. Chodzący ideał.
-no nie myśl tak, nie wiadomo czy w środku też taki idealny. -powiedziała Dominika.
Z Dominiką dogadywałam się bez słów. Cieszyłam się, że ją mam. Mimo wielu kłótni my nadal się przyjaźnimy. Potrafimy nie rozmawiać przez parę tygodni lub dni, ale jednak coś nas do siebie ciągnie.Wiemy o sobie wszystko i ciężko by było nam się rozstać. Traktuję ją jak siostrę, której nie mam.
-oo, dziewczynki już przyglądacie się nowemu chłoptasiowi? Nie jest was wart. Gdybym nie była z Fabianem wzięłabym się za niego. - powiedziała Marlena.
-nie mów tak! - wykrzyczała Julia, która dobiegła do nas kiedy tylko zauważyła, że podeszła Marlena.
-ahahahahaha dlatego z nim jestem.
-wredna suka- mruknęła pod nosem Julia.
-co powiedziałaś?
-że jesteś suką. A nie sory, wredną suką.
Zaczęły się kłócić.Jedna lepsza od drugiej. Fabian dla Julii jest bardzo bliskim przyjacielem. Gdyby zerwali, nie darowałaby tego Marlenie. Ona jej po prostu nienawidzi. Próbowała mu to wmówić, że ona go tylko wykorzysta..ale on swoje.Julia chce, żeby Fabian był szczęśliwy,ale nie daruje jej.
Nagle podszedł nowy chłopak, a Marlena tylko stanęła i wpatrywała się w jego ciemne oczy.
-ogarnijcie się, dziewczyny. - zaczął.
-to ona zaczęła , nie ja. idź stąd, nie twoja sprawa - tłumaczyła się Marlena.
I wtedy podszedł do mnie, a mina Marleny była powalająca!

piątek, 3 maja 2013

WSTĘP.

czym jest szczęście? i gdzie możemy go szukać? w lodówce, w szafie, pod biurkiem, w kawiarni, w kinie za garażem i w środku. Szczęście może być tą drugą osobą, może to być małe dziecko mówiące do nas "mamusiu" lub " tatusiu". Znaleźć szczęście to najważniejszy cel, który każdy z nas musi sobie postawić. Zasługujemy na szczęście. Nawet te malutkie.