środa, 5 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 3

Ciągle miałam w głowie sen ze szkoły. Męczyło mnie już te myślenie na ten temat. To było coraz nudniejsze, ale nic nie mogłam na to poradzić, skoro przypominało mi się to akurat wtedy kiedy było śmiesznie. To w takim razie ma być wiecznie smutno, żebym zapomniała? co to to nie! 
Otworzyłam drzwi do pokoju i stanęłam tak, jakby nagle wyrosło mi drzewo przede mną. To co zobaczyłam, cały bałagan jakiego jeszcze nigdy nie miałam, znajdował się u mnie w pokoju. Wszystko było porozrzucane  szafki wywalone z zawiasów na podłogę a nawet mój zeszyt leżał otwarty na łóżku gdzie zrobiłam grafiti "kocham Cię". Od razu podszedł do łóżka Maciek, myśląc że dam mu przeczytać.
-co ty robisz! Zostaw!
Wzięłam do ręki zeszyt i przejrzałam go. Brakowało jednej strony i ewidentnie widać było, że ktoś ją wyrwał siłując się z resztą kartek. Na niej były wszystkie dane i miejsca..wyglądało na to, że ktoś chciał koniecznie mnie dopaść. Nie miałam pojęcia co dalej z tym zrobić. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Maciek zamknął drzwi od pokoju, włączył moją ulubioną piosenkę i zaczął sprzątać. 
-co ty najlepszego wyrabiasz? - wypowiedziałam te słowa ledwo słyszalnie i stabilnie. Głos sam w sobie nie był moim głosem.
-a jak myślisz? mam zamiar posprzątać ten burdel. 
-nie musisz tego robić... - spojrzałam mu prosto w oczy i czułam jakbym była pod wpływem czarów, które nie pozwalają odejść. Jego oczy były zupełnie inne z dnia kiedy się poznaliśmy.
-wiem, ale chce. ty nie jesteś w stanie teraz tego zrobić, ja jestem więc z wielką chęcią posprzątam. a ty mała sobie odpocznij. - podszedł do mnie i cmoknął w czoło. 
Wyszeptałam cicho "dziękuję" i zaczęłam ryczeć jak dziewczynka z mojego snu. to en sen wszystko przekręcił, gdyby n toto nic teraz by się nie stało, Maciek nie sprzątał by mi w pokoju, a ja nie załamałabym się tak jak teraz.

~~~ 

-hej kotku, obudź się - szeptała mama głaszcząc moją głowę
-gdzie jest Maciek?
-nie było go tutaj dzisiaj... jest dopiero 10. On też chce zjeść śniadanie z mamą, wyspać się.
-ale... nie ważne
-coś się stało?- mama zrobiła zatroskaną minę. 
-nie mamo. wszystko w porządku. 
Nic nie było w porządku. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. 
Wyszła i zostałam sama w pokoju. Rozejrzałam się. Wszystko było na swoim miejscu. Zajrzałam pod łóżko, gdzie zawsze był mój zeszyt. Leżał na swoim miejscu. Odetchnęłam z ulgą i otworzyłam okno i zadzwonił telefon. To Maciek:
-halo?
-ślicznie wyglądasz! 
-skąd wiesz?
-stałaś przed chwilą w oknie
-a no tak, zapomniałam. - Spojrzałam w okno i pomachałam mu - przyjdziesz?
-teraz?
-jeśli możesz.
-oki. - rozłączył się i w oknie już go nie było.
Podreptałam do łazienki, żeby się trochę ogarnąć, za czym przyjdzie Maciek. Zdążyłam zamknąć drzwi i usłyszałam dzwonek do drzwi. 
-dzień dobry! - wykrzyknął radośnie Piotrek. 
Rodzice odpowiedzieli mu również z ciepłem i radością. 
Wtedy wszedł Maciek. 
-Vanesa jest w łazience. Chcesz coś do picia? - zapytała mama
-nie, nie dziękuję. 
Wyszłam.
-hej pysiaku - podszedł i przytulił się do mnie
-heej. 
Opowiedziałam mu trochę o śnie dzisiejszej nocy. Stwierdził, żebym się uspokoiła i zaproponował obejrzenie filmu, komedii. 
Około 16 weszła mama z kanapkami:
-pewnie jesteście głodni, zrobiłam wam kanapki - mówiła z uśmiechem
-dzięki mamo- odpowiedziałam
-a wyjdziesz z psem? Chcemy z tatą jechać do kina..
-jasne, o której?
-za godzinę. - Wyszła z pokoju.
-dobraa, ja będę się zbierał - stwierdził Maciek i wstał
-dlaczego? - zrobiłam smutną minkę
-wyjdziesz z psem akurat.
-noo dobraa.
Odprowadziłam go pod klatkę i staliśmy przytuleni do siebie bez słów. Czułam, że jestem bezpieczna przy nim. Często zastanawiałam się czy coś do niego czuję. Jednak uwielbiałam go przytulać, był tak cholernie ważny. Spuściłam psa ze smyczy, żeby trochę pobiegał. Kiedy usłyszałam pisk opon wystraszyłam się i wybiegłam na ulicę. Kiedy sie odwróciłam zobaczyłam tylko szybko jadący samochód kierujący się w moją stronę. Upadłam.
Obudziłam się w karetce.
-co... - nie mogłam nic powiedzieć
Słyszałam tylko podawane jakieś liczby i proszenie o jechanie szybciej.
-rodzice za nami jadą, spokojnie. -powiedziała pani, która trzymała mnie za rękę.

*tydzień później* 


-hej kochanie - powiedział chłopak w niebieskim full capie.

-hej. a kim ty jesteś? - spytałam
Uniósł głowę. Zobaczyłam Kacpra. Za nim Julię, Dominikę i Bartka. rafała nie było. 
-co wy tutaj robicie?
-to już nie możemy odwiedzić naszej przyjaciółki w szpitalu?- zapytała Dominika
-możecie, ale... 
-taadaam! Piękne kwiaty dla pięknej kobiety! - krzyczał wchodząc na sale Fabian.
Spojrzałam na niego dziwnie i w tym momencie podeszła do mnie Dominika i szepnęła, że zerwał z Marleną. Ucieszył mnie ten fakt. 
-dzięki. Z jakiej okazji? - zapytałam z uśmiechem.
-a z żadnej. - odpowiedział Fabian
-W ogóle co sie stało, że tutaj trafiłam?- zrobiłam wielkie oczy
-to nie wiesz? już wtajemniczam. Wracałaś od Maćka, a Twój pies wpadł prawie pod samochód, a Ty za nim. Skurwiel, jechał tak szybko.. Złamałaś rękę i coś tam jeszcze muszą Cie ciągle badać, masz złe wyniki badań.
Przyszli rodzice. Rozmawiałam z nimi grubo ponad godzinę.
Byłam lekko pod wpływem alkoholu. A wszystko przez Rafała. Napisałam mu sms : 
"przyjedź do mnie. muszę się napić."
odpisał :
"okej, coś kupię i już jadę :* " 
Przyszedł kiedy spałam. Obudził mnie trzymając szklankę
-wypij, polepszy ci się samopoczucie - rzucił z lekkim uśmiechem.
-co to jest?
-nie bądź wybredna. no przecież sok. pomarańczowy. twój ulubiony. 
Mówił jakby szyfrem. Trochę się zdziwiłam, ale wypiłam w końcu to mój przyjaciel. Zrobiłam skwaszoną minę. Zaczęłam się krztusić i nie panowałam nad sobą. Zaczęło mi się kręcić w głowie, miałam halucynacje. Chwilę później przyszła pielęgniarka i kiedy zobaczyła chłopaka szybko wezwała mojego lekarza.
-jedziemy na oddział płukania żołądka! ktoś podał jej alkohol, to może ją zabić kiedy jest podpięta do kroplówek. - rzucił lekarz. Pobiegł do swojego gabinetu. 
-idź stąd! - rzuciła jedna z pielęgniarek do chłopaka. 
Wyszedł. Wzrok mi się pogorszył. Widziałam kilka różnych twarzy. Niektóre należały do moich bliskich zmarłych, do przyjaciół... Zamknęłam oczy. Słyszałam różne głosy. Głos mojej zmarłej babci utkwił mi na długo: " bądź i żyj. Bądź sobą i żyj swoim życiem, ale uważaj na ludzie, którzy próbują to zniszczyć"
W nocy, po płukaniu żołądka zaczęłam lunatykować. Krzyczałam podczas snu i płakałam. Szukałam czegoś, co mogłoby pomóc mi przestać myśleć. Jedynym rozwiązaniem było by samobójstwo, ale kiedy ta myśl przechodziła mi przez głowę ktoś jakby w nią uderzył. Mimo bolącej głowy i atakiem dreszczy z pośpiechem szukałam czegoś ostrego. znalazłam tylko śrubkę, która od czegoś odpadła. Nie miałam zbyt wiele czasu na zrealizowanie tego co chciałam, ponieważ już z końca korytarza krzyczeli, że ja.. ja potrzebuje pomocy. Wmawiałam sobie, że będzie dobrze, że to chwilowe. Właśnie - wmawiałam sobie.
Przyszedł lekarz.