każdy potrzebuje miłości i czułości :)
środa, 22 czerwca 2016
wtorek, 21 stycznia 2014
ROZDZIAL 5
Powracam na życzenie koleżanki!:33
Polecam przeczytanie rozdziałów od początku, ponieważ sporo sie pozmieniało. Miłego czytania!:)
Obudził mnie budzik. Krystian nadal spał i nawet nie ruszył ręką kiedy sie podniosłam. Przeszłam na swoje łóżko i czekałam na pielęgniarkę i kolejne badania. Spojrzałam na zdjęcie przyjaciół....'dawno ich u mnie nie było'- pomyślałam. Odruchowo sięgnęłam po telefon, nawet nie zdążyłam go odblokować, bo weszła pielęgniarka.
-to jakie badania mnie teraz czekają? - zapytałam
-EKG, moja droga- odpowiedziała z uśmiechem.
Tutaj pielęgniarki znają mnie od narodzin-od początku życia w szpitalu. Są miłe i potrafią podnieść na duchu. Kiedy czasem miałam otwarte drzwi słyszałam jak pacjenci sie z nimi kłócą. Mają anielską cierpliwość.
Leżałam na łóżku kiedy mijaliśmy drzwi z napisem 'wstęp wzbroniony'. Doprowadziła mnie do jasnych drzwi nawet bez małego okienka. Rozejrzałam się w okół i spojrzałam na nią:
-co tutaj robimy?
-spokojnie, to tylko pracownia.
-mhm- chciałam uwierzyć jej, ale nie potrafiłam. To na prawdę wyglądało dziwnie.
Druga pielęgniarka otworzyła nam drzwi.
-witam moją ulubioną pacjentkę! - ujrzałam zza biurka swojego lekarza i odetchnęłam.
-dzień dobry, dzień dobry. - odpowiedziałam
-jak się dziś czujemy? - podłączał mi różne dziwne kabelki i co chwilę sprawdzał monitor.
-całkiem w porządku
-oddychaj powoli- zlecił
Robiłam to o co poprosił.
~~~
Wracając zauważyłam Maćka przy recepcji. Przytuliłam sie do poduszki i udałam, że śpię. Usłyszałam jak recepcjonistka skierowała go do mojego pokoju, a zaraz powiedziała, że właśnie wracam z badań. Cieszyłam sie, że w końcu ktoś mnie odwiedził.
Wjeżdżając do pokoju zobaczyłam, że u Krystiana jest jakaś dziewczyna. Przygryzłam wargę:
-ekhem, może wejść Maciek? - zapytałam pielęgniarki.
-oczywiście.
Krystian spojrzał na Maćka potem na mnie. Po jego wyrazie twarzy było widać, że nie za bardzo jest zadowolony.
-hej Maciek! Tak sie stęskniłam... - zaczęłam i poczułam jak łza leci mi po policzku
-kochana, nie płacz-przyspieszył kroku i otarł mi łzę.
Usiadł obok mnie na łóżku i przytulił.
-przyniosłem ci coś słodkiego i różę. Pamietaj, że pamiętamy.
-dziękuję- wyszeptałam i cmoknęłam w policzek.
-za jakieś 10minut przyjdzie reszta
-jak to? - zdziwiłam sie
-no jak to? Mamy dziś 3marca.. dokładnie 14:45. Całe 17 lat temu przyszłaś na świat.
-o cholercia, faktycznie! Jeju kochany
Rozmawialiśmy chwilę i usłyszałam pukanie do drzwi. Chłopcy mieli dużego misia, a dziewczyny trzymały balony i tort.
Julia spojrzała na Krystiania potem na mnie. Wzruszyłam ramionami.
Siedzieliśmy dość długo, około 2 godzin. Kiedy weszła pielęgniarka stwierdziła, że jest nas tutaj za dużo i prosiłaby, aby już mi dali odpocząć. Wyszli i z powrotem kolejno wchodzili, żeby się ze mna pożegnać. Ostatni wszedł Maciek:
-do zobaczenia pysiaku- powiedział i dał mi czułego całusa w usta.-obiecuję, że przyjde do Ciebie pojutrze. Śpij dobrze słońce.
-dziękuję za wszystko, dobranoc.
Wyszedł. Zostałam sama z Krystianem i jego koleżanką. Zastanawiałam się, dlaczego ona tak długo może u niego siedzieć. Sięgnęłam po książkę i poczułam, że ktoś stoi przy moim łóżku.
-cześć, jestem siostrą Krystiana. Wszystkiego najlepszego
-dziekuję...ee..
-Lena- podała rękę z uśmiechem.
Była ciemnowłosą wysoką nastolatką o niebieskich oczach. Pomyślałam, że na prawdę musi mieć niezłe branie w szkole. W końcu rzadko sie spotyka ciemnowłosę z niebieskimi oczami.
Spojrzała w stronę Krystiania.
-on śpi, prawda?- zapytałam patrząc jej w oczy.
-no właśnie... -zaczęła
-prosze tylko nie mów, że on... - oczy napływały mi łzami
-niee. Śpi. - uśmiechnęła sie.- dużo mi o tobie opowiadał.
-na prawdę? Nie przypominam sobie widoku jego z telefonem w ręku.
Powiedziała, że dzwoni do niej codziennie jak jestem na badaniach.
- Kiedy tu sie pojawiłaś znowu ma chęci do życia, znowu widzę go uśmiechniętego. Czasami tak bardzo mnie wkurza, bo powtarza jedno zdanie na okrągło. Ehh, chciałabym ci bardzo podziękować, za to, że tak na niego wpływasz....
Przerwała jej pielęgniarka mówiąc, że niestety już musi iść.
Przez noc myślałam o Krystianie i o Maćku. To było takie dziwne. Usłyszałam jakiś szmer obok łóżka kolegi. Zapaliłam lampkę i zobaczyłam jak Krystian pisze coś na kartce. Kiedy zauważył, że na niego patrzę od razu schował kartkę.
-co Ty robisz o tej godzinie? I dlaczego tak to ukrywasz?
-nie ważne.-rzucił
-co może nie być ważnego, skoro piszesz to o tej godzinie?
-mianowicie to, że sie zakochałem..
-oo szczęściara z niej
-mhm.
-to dlaczego to nie ważne?
-bo to ty.- wtedy spojrzał mi prosto w oczy
Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć.
sobota, 31 sierpnia 2013
rozdział 4
Zanieśli mnie na łóżko, podłączyli kroplówkę i dali tabletki, żebym sie uspokoiła.
Kilka dni potem przenieśli do mnie jakiegoś chłopaka ze złamaną ręką.
Rano zadzwoniłam do Julii.
-halo? - odpowiedziała Julia przez telefon
-czeeść.. tu Vanesa
-jeju co sie stało?- przerwała mi, czułam w jej głosie zdenerwowanie i załamanie
-możesz do mnie tutaj przyjechać?- spytałam mając nadzieje,że przyjedzie
-jasne. Za 10 minut będę -rozłączyła się
Odłożyłam telefon i uspokoiłam się. Wszedł lekarz.
- i jak? - zapytał
-dobrze. Nie mają państwo nic przeciwko temu, żeby przyjechała do mnie przyjaciółka?
-skądże! To dla ciebie lepiej! - ucieszony podszedł i przesłuchał mnie. - dobrze, jest coraz lepiej.
-co sie stało?!- podbiegła do mnie Julia i stanęła przy krawędzi łóżka.
Jej reakcja na mój widok, gdzie ręce były podłączone do urządzeń i kroplówek nie była fajna.
-zostawiam was. - powiedział lekarz z lekkim uśmiechem na twarzy i zniknął za drzwiami
Opowiedziałam jej o nowym chłopaku w pokoju. Strasznie chciała go poznać. Był całkiem przystojny.Opowiedziałam Julii wszystko ze szczegółami i o moich snach. Obiecała mi, że będzie przychodzić z przyjaciółmi jak tylko będą mieć chwilę.
*piiiiiiiiiiiiiiip*
Dzwonek zakończył porę widzenia z pacjentami. Julia musiała wracać do domu. Zaprowadzili mnie do chłopaka, o którym mówili. Spojrzałam na jego pościel, była w wyścigówki. Uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy pielęgniarka podłączyła mnie do tych wszystkich urządzeń odezwał się:
-cześć. Jestem Krystian. bardzo mi miło, że będę z taką dziewczyną w pokoju - podał mi rękę i puścił oko.
Nie wyglądał na to, żeby coś mu dolegało. Całkiem dobrze się trzymał i wyglądał.
-Vanesa - podałam mu rękę.
Spojrzał się na zdjęcie stojące na szafce.
-twoi przyjaciele? ciesz się, że ich masz...
-dobrze, ja was zostawiam. - powiedziała pięlegniarka
Zostałam sama z kolegą. Nie wiedziałam czy coś powiedzieć, czy lepiej nie.
-mam do ciebie prośbę. - zaczął robiąc słodkie oczka
-jaką?
-jeśli przyjdą do ciebie przyjaciele, zapoznasz mnie z nimi? - mówił niepewnie.
-jasne polubią cie.
-oby
*dwa dni później*
Przyszli Kacper, Rafał,Bartek,Fabian, Dominika i Julia. Jak obiecałam Krystianowi tak zrobiłam i ich poznałam. Wszyscy sie bardzo polubili. Okazało sie, że Krystian mieszka niedaleko nas. Postanowił, że zrobi wszystko żeby stąd wyjść wtedy kiedy ja. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Dziewczyny opowiadały mi co sie dzieje w szkole i między ludźmi. Z przyjaciółmi siedzieliśmy do późna. Czułam się coraz lepiej.
* trzy dni później od wizyty przyjaciół*
-ej kicia ... - zaczął Krystian
-słucham?
-bo jeśli wypiszą cie szybciej ode mnie to obiecujesz, na prawde, że będziesz mnie odwiedzać?
-jasne! ale postaramy się o to, by wyjść tego samego dnia.
Przez chwilę stałam i czułam, że musze sie przytulić. Odwróciłam się do Krystiana i ruszyłam do jego łóżka nie zapytałam nawet czy mogę, wiem że by mi pozwolił. Nastawiłam budzik na 13:55 wtuliłam się w niego i zasnęłam czując się w końcu bezpieczna.
środa, 5 czerwca 2013
ROZDZIAŁ 3
Otworzyłam drzwi do pokoju i stanęłam tak, jakby nagle wyrosło mi drzewo przede mną. To co zobaczyłam, cały bałagan jakiego jeszcze nigdy nie miałam, znajdował się u mnie w pokoju. Wszystko było porozrzucane szafki wywalone z zawiasów na podłogę a nawet mój zeszyt leżał otwarty na łóżku gdzie zrobiłam grafiti "kocham Cię". Od razu podszedł do łóżka Maciek, myśląc że dam mu przeczytać.
-co ty robisz! Zostaw!
Wzięłam do ręki zeszyt i przejrzałam go. Brakowało jednej strony i ewidentnie widać było, że ktoś ją wyrwał siłując się z resztą kartek. Na niej były wszystkie dane i miejsca..wyglądało na to, że ktoś chciał koniecznie mnie dopaść. Nie miałam pojęcia co dalej z tym zrobić. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Maciek zamknął drzwi od pokoju, włączył moją ulubioną piosenkę i zaczął sprzątać.
-co ty najlepszego wyrabiasz? - wypowiedziałam te słowa ledwo słyszalnie i stabilnie. Głos sam w sobie nie był moim głosem.
-a jak myślisz? mam zamiar posprzątać ten burdel.
-nie musisz tego robić... - spojrzałam mu prosto w oczy i czułam jakbym była pod wpływem czarów, które nie pozwalają odejść. Jego oczy były zupełnie inne z dnia kiedy się poznaliśmy.
-wiem, ale chce. ty nie jesteś w stanie teraz tego zrobić, ja jestem więc z wielką chęcią posprzątam. a ty mała sobie odpocznij. - podszedł do mnie i cmoknął w czoło.
Wyszeptałam cicho "dziękuję" i zaczęłam ryczeć jak dziewczynka z mojego snu. to en sen wszystko przekręcił, gdyby n toto nic teraz by się nie stało, Maciek nie sprzątał by mi w pokoju, a ja nie załamałabym się tak jak teraz.
~~~
-hej kotku, obudź się - szeptała mama głaszcząc moją głowę
-gdzie jest Maciek?
-nie było go tutaj dzisiaj... jest dopiero 10. On też chce zjeść śniadanie z mamą, wyspać się.
-ale... nie ważne
-coś się stało?- mama zrobiła zatroskaną minę.
-nie mamo. wszystko w porządku.
Nic nie było w porządku. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
Wyszła i zostałam sama w pokoju. Rozejrzałam się. Wszystko było na swoim miejscu. Zajrzałam pod łóżko, gdzie zawsze był mój zeszyt. Leżał na swoim miejscu. Odetchnęłam z ulgą i otworzyłam okno i zadzwonił telefon. To Maciek:
-halo?
-ślicznie wyglądasz!
-skąd wiesz?
-stałaś przed chwilą w oknie
-a no tak, zapomniałam. - Spojrzałam w okno i pomachałam mu - przyjdziesz?
-teraz?
-jeśli możesz.
-oki. - rozłączył się i w oknie już go nie było.
Podreptałam do łazienki, żeby się trochę ogarnąć, za czym przyjdzie Maciek. Zdążyłam zamknąć drzwi i usłyszałam dzwonek do drzwi.
-dzień dobry! - wykrzyknął radośnie Piotrek.
Rodzice odpowiedzieli mu również z ciepłem i radością.
Wtedy wszedł Maciek.
-Vanesa jest w łazience. Chcesz coś do picia? - zapytała mama
-nie, nie dziękuję.
Wyszłam.
-hej pysiaku - podszedł i przytulił się do mnie
-heej.
Opowiedziałam mu trochę o śnie dzisiejszej nocy. Stwierdził, żebym się uspokoiła i zaproponował obejrzenie filmu, komedii.
Około 16 weszła mama z kanapkami:
-pewnie jesteście głodni, zrobiłam wam kanapki - mówiła z uśmiechem
-dzięki mamo- odpowiedziałam
-a wyjdziesz z psem? Chcemy z tatą jechać do kina..
-jasne, o której?
-za godzinę. - Wyszła z pokoju.
-dobraa, ja będę się zbierał - stwierdził Maciek i wstał
-dlaczego? - zrobiłam smutną minkę
-wyjdziesz z psem akurat.
-noo dobraa.
Odprowadziłam go pod klatkę i staliśmy przytuleni do siebie bez słów. Czułam, że jestem bezpieczna przy nim. Często zastanawiałam się czy coś do niego czuję. Jednak uwielbiałam go przytulać, był tak cholernie ważny. Spuściłam psa ze smyczy, żeby trochę pobiegał. Kiedy usłyszałam pisk opon wystraszyłam się i wybiegłam na ulicę. Kiedy sie odwróciłam zobaczyłam tylko szybko jadący samochód kierujący się w moją stronę. Upadłam.
Obudziłam się w karetce.
-co... - nie mogłam nic powiedzieć
Słyszałam tylko podawane jakieś liczby i proszenie o jechanie szybciej.
-rodzice za nami jadą, spokojnie. -powiedziała pani, która trzymała mnie za rękę.
*tydzień później*
-hej kochanie - powiedział chłopak w niebieskim full capie.
-hej. a kim ty jesteś? - spytałam
Uniósł głowę. Zobaczyłam Kacpra. Za nim Julię, Dominikę i Bartka. rafała nie było.
-co wy tutaj robicie?
-to już nie możemy odwiedzić naszej przyjaciółki w szpitalu?- zapytała Dominika
-możecie, ale...
-taadaam! Piękne kwiaty dla pięknej kobiety! - krzyczał wchodząc na sale Fabian.
Spojrzałam na niego dziwnie i w tym momencie podeszła do mnie Dominika i szepnęła, że zerwał z Marleną. Ucieszył mnie ten fakt.
-dzięki. Z jakiej okazji? - zapytałam z uśmiechem.
-a z żadnej. - odpowiedział Fabian
-W ogóle co sie stało, że tutaj trafiłam?- zrobiłam wielkie oczy
-to nie wiesz? już wtajemniczam. Wracałaś od Maćka, a Twój pies wpadł prawie pod samochód, a Ty za nim. Skurwiel, jechał tak szybko.. Złamałaś rękę i coś tam jeszcze muszą Cie ciągle badać, masz złe wyniki badań.
Przyszli rodzice. Rozmawiałam z nimi grubo ponad godzinę.
Byłam lekko pod wpływem alkoholu. A wszystko przez Rafała. Napisałam mu sms :
"przyjedź do mnie. muszę się napić."
odpisał :
"okej, coś kupię i już jadę :* "
Przyszedł kiedy spałam. Obudził mnie trzymając szklankę
-wypij, polepszy ci się samopoczucie - rzucił z lekkim uśmiechem.
-co to jest?
-nie bądź wybredna. no przecież sok. pomarańczowy. twój ulubiony.
Mówił jakby szyfrem. Trochę się zdziwiłam, ale wypiłam w końcu to mój przyjaciel. Zrobiłam skwaszoną minę. Zaczęłam się krztusić i nie panowałam nad sobą. Zaczęło mi się kręcić w głowie, miałam halucynacje. Chwilę później przyszła pielęgniarka i kiedy zobaczyła chłopaka szybko wezwała mojego lekarza.
-jedziemy na oddział płukania żołądka! ktoś podał jej alkohol, to może ją zabić kiedy jest podpięta do kroplówek. - rzucił lekarz. Pobiegł do swojego gabinetu.
-idź stąd! - rzuciła jedna z pielęgniarek do chłopaka.
Wyszedł. Wzrok mi się pogorszył. Widziałam kilka różnych twarzy. Niektóre należały do moich bliskich zmarłych, do przyjaciół... Zamknęłam oczy. Słyszałam różne głosy. Głos mojej zmarłej babci utkwił mi na długo: " bądź i żyj. Bądź sobą i żyj swoim życiem, ale uważaj na ludzie, którzy próbują to zniszczyć"
W nocy, po płukaniu żołądka zaczęłam lunatykować. Krzyczałam podczas snu i płakałam. Szukałam czegoś, co mogłoby pomóc mi przestać myśleć. Jedynym rozwiązaniem było by samobójstwo, ale kiedy ta myśl przechodziła mi przez głowę ktoś jakby w nią uderzył. Mimo bolącej głowy i atakiem dreszczy z pośpiechem szukałam czegoś ostrego. znalazłam tylko śrubkę, która od czegoś odpadła. Nie miałam zbyt wiele czasu na zrealizowanie tego co chciałam, ponieważ już z końca korytarza krzyczeli, że ja.. ja potrzebuje pomocy. Wmawiałam sobie, że będzie dobrze, że to chwilowe. Właśnie - wmawiałam sobie.
Przyszedł lekarz.
sobota, 11 maja 2013
ROZDZIAŁ 2
Dziewczyny powiedziały, że Marlena patrzyła na mnie z wściekłością i i mówiła coś pod nosem coś pod nosem. Uważa, że jej wszystko wolno. Jednak cieszę się, że to ostatni rok z nią w klasie. To będzie coś niesamowicie pięknego kiedy pójdziemy własnymi ścieżkami po szczęście w dalszym życiu. Oczywiście, mam nadzieję, że ze swoimi przyjaciółmi będę się widywać prawie codziennie. Nie wyobrażam sobie tego, że mogłoby ich zabraknąć. Te 3 lata wspólnej przyjaźni minęły tak szybko, zaledwie jak 2 miesiące. Kłóciliśmy się, ale rzadko. Jednak nie wytrzymywaliśmy bez siebie i było jak dawniej. Zawsze sobie nawzajem pomagamy. Są dla mnie jak rodzina.
-no tak. Mamy wyjść zaraz po lekcjach. Ma na mnie poczekać, więc kochaniutka nie wrócimy razem - zrobiłam smutną buźkę
-chciałam ci to powiedzieć... ja wracam z Bartkiem.- odpowiedziała Julia
-oooo, na prawde? zdasz mi szczegóły później! - mówiąc to dałam jej całusa w policzek i poszłam pod salę. Ona chyba na kogoś czekała.. Chwilę później dobiegła do mnie Dominika. Powiedziałam jej dokładnie o czym rozmawiałam z nowym. Akurat w momencie kiedy przechodził.
-czemu ten nowy się do ciebie uśmiecha? - patrzył w jego stronę
-ojeju, przestań. Nie masz o co być zazdrosny.
Weszłam do klasy. Kacper stał jeszcze chwilę przed i nadal patrzył na nowego. Rozbolał mnie brzuch. Nie miałam co udawać, denerwowałam się tym spotkaniem. Idę z nim, a nic o nim nie wiem...
Czym bliżej końca, tym bardziej bolał mnie brzuch.Coraz szybciej zapominałam o świecie rzeczywistym. Nie wiem co się wtedy działo. Opadłam głową na ławkę. Ktoś chyba do mnie gadał, ktoś coś chciał. Chyba zasnęłam. Nie mogłam kontrowalować swojego ciała. Poddałam się. Wtedy w mojej głowie pojawiły się głosy i tło szpitala.Szpital płonął. Widziałam tylko zamazane twarze, krzyczące że ktoś jest jeszcze w środku. Wszyscy biegali. Kiedy obejrzałam się w bok dostrzegłam małą dziewczynkę, która leżała i płakała. Schyliłam się, żeby zapytać co się stało, jednak krótki moment później ktoś zaczął mnie podnosić i mówić właśnie te słowa:
"Biegnij! Uciekaj! Szybko! Nie chcę cie ranić, ale uciekaj i to szybko! UCIEKAJ! Kocham cie jak nigdy nikogo! Pamiętaj o tym... Nie zapomnij o mnie... "
*DRYYYYYŃ DRYYYYYŃ*
-Vanesa! Już po dzwonku! Wstawaj - ocknął mnie Kacper - Wracamy razem?
-nie-nie mogę. Wybacz.
Wyszłam szybkim krokiem z klasy. Zupełnie zapomniałam o tym, że nowo poznany chłopak ma na mnie czekać. Ciągle siedziały mi w głowie pytania o co chodziło z tymi głosami i płonącym szpitalem.O co z tym chodziło... Nigdy nie miałam czegoś takiego. Nigdy nie zdarzyło mi się zasnąć podczas lekcji. Trochę się przestraszyłam tego co widziałam w "śnie". Nagle dźgnął mnie w brzuch wysoki chłopak. Zobaczyłam go. Tego nowego, o którym zapomniałam się spotkać.
-coś nie tak? - zapytał.
-niee, wszystko w porządku. To jak, gdzie idziemy? -uśmiechnęłam się sztucznie
-widzę, że coś jest nie tak. No dobra, nie wnikam. Wiem tylko,że tutaj jest ciekawy park. może tam? Mielibyśmy trochę czasu i potem byś mnie trochę oprowadziła.
-co jest? - zapytał patrząc na mnie z dziwną miną.
-no bo ja tu idę z tobą gdzieś, a nawet nic o Tobie nie wiem.
-hahahahaha - zaśmiał się. Nie wiem czy tylko dlatego, żeby nie zrobić przykrości czy może dlatego, że był zakłopotany i nie wiedział co powiedzieć...
-no właśnie.
I wtedy ucichł.
-usiądźmy tutaj. - zaproponował.
-dobra, teraz opowiadaj mi coś o sobie.
- Przeprowadziłem się tutaj ostatnio z mamą, ponieważ ojciec zdradzał matkę....
Znowu ucichł. Tą krępującą ciszę przerwał dzwoniący telefon:
-hhalo? - odebrałam - .... dobra, będę za 10 minut... cześć.
-muszę wracać. zwróciłam się do niego.
-tak wiem. Przepraszam, że tak zamuliłem. Do zobaczenia
-no hej - uśmiechnęłam się, wstałam i ruszyłam w stronę domu.
Z parku do domu miałam 5 minut. Szłam i miałam kompletną pustkę w głowie. Zupełnie zapomniałam o tym, że podobam się swoim dwóm przyjaciołom. Zapomniałam o tym, że taka Marlena jest z Fabianem. Rozproszył mnie sms :
"hej mordko. Jesteś już po spotkaniu z nowym? Jaki on jest? Jaraj się, Bartek chce tańczyć ze mną na balu"~ Jula <3
Przeczytałam i szybko odpisałam:
"hej. Nie wiem nic zupełnie o nim xD nooo, jaram się! *.* "
Weszłam do domu i usiadłam przy biurku i zaczęłam odrabiać lekcje. Tak pochłonęły mnie lekcje, że nie zauważyłam, że jest już na dworzu ciemno. Miałam tyle zadane.. Dobrze, że niedługo koniec roku.. Sms od Julii przypomniał mi, że nie mam z kim tańczyć na balu. Zasmuciłam się. Ni stąd ni stamtąd uświadomiłam sobie, że mogę tańczyć z Kacprem lub Rafałem. Zobaczymy który będzie pierwszy. Usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach. Otworzyłam facebook'a, skype'a i gadu-gadu. Od razu pojawił się dymek od gadu gadu " nieznajomy przesyła wiadomość" . Nie zastanawiałam się i otworzyłam okienko.
"hej :) "
Zdziwiłam się, lecz odpisałam : siemasz ;) .
-jak tam?
-w porządku, a tam?
-dobrze. nie zastanawiałaś się, czemu do Ciebie napisałem?
-em... ja nadal nie wiem kim jesteś :P
-Maciek...Mieszkam na tym samym osiedlu co Ty. Byliśmy dziś razem na dworzu
-od kiedy tutaj mieszkasz? no tak tak, pamiętam.
-od paru tygodni.. Obserwowałem Cię czasami przez okno i śledziłem, żeby chodzić z Tobą do szkoły.. Przepraszam za to. Chciałem Cię widywać codziennie...
-opowiedz mi coś o sobie.
-no oki, więc mieszkam na przeciwko. Uwielbiam grać w koszykówkę, ale nie mam nic do innych sportów. Lubię dziewczyny naturalne i z poczuciem humoru. Jestem bardzo wstydliwy na pierwszych spotkaniach, lecz otwarty na różne tematy :d jak każdy - jestem czasami zboczony, ale nie umiem tego opanować xd a no i rodzice się rozstali. Mieszkam z mamą. Wzięli rozwód kiedy miałem 14lat.
-ojć , ideał? :d i przykro mi z powodu Twoich rodziców :c
-tak, Ty jesteś moim ;c
-kłamiesz. :<
-czemu miałbym kłamać? </3
-nie znasz mnie.
-znam. jak już mówiłem, śledziłem Cię. Rozmawiałem z Twoimi przyjaciółkami i wiem co nie co o Tobie :P
-ooo bożee.
-dlatego jesteś moim ideałem :*
-przyjdź do mnie
-teraz?
-tak.
-jesteś pewna? jest już po 22
-jestem. przyjdź.
-no dobrze. zaraz będę.
Nie sądziłam, że przyjdzie. Lecz bardzo chciałam, żeby przyszedł. Miałam wielką chęć przytulenia się do kogoś. Padło na niego. I w tym momencie wszedł Kacper na skype'a. Nic nie mogłam więcej zrobić jak zejść z laptopa. Nie chciałam z nim rozmawiać, zwłaszcza wtedy kiedy miał przyjść Piotrek. Znowu zaczął boleć mnie brzuch.
*DRYYYYŃ DRYYYŃ*
-kto o tak później porze?! - podniosła ton mama.
-dobry wieczór, ja do Vanesy. - odpowiedział speszony Piotr.
-wejdź.
-dziękuję. przepraszam, że tak późno ...
-jest u siebie w pokoju. jesteśmy przyzwyczajeni, więc spoko.
-o jesteś. cześć. chodź. - zaprosiłam go do swojego pokoju.
-masz fajną mamę! - uśmiechnął się niesmowicie ładnym uśmiechem
-taaa. Przepraszam za bałagan.
-daj spokój, żebyś ty widziała mój pokój... A więc powiedz, po co chciałaś, żebym przyszedł?
-chciałam się przytulić... - spuściłam głowę, jak pies kiedy został ukarany.
W tym momencie objął mnie najmocniej jak potrafił. Czułam, że jestem bezpieczna. Mogłam mu powiedzieć o wszystkim. To było dziwne, że tak szybko się otworzyłam do ledwie znanego chłopaka. Może dlatego, że pragnęłam miłościi.... dawno jej w moim sercu nie było. Przydałaby się, ale nic na siłę. Nie chcę mieć chłopaka tylko po to by go mieć. Lecz niedługo bal i na pewno dużo par się utworzy. Zakończenie 3klasy... Trochę będzie tego brakowało... ale przynamniej nie będę widzieć na 5 dni w tygodniu niektórych znienawidzonych twarzy.Z Maćkiem rozmawiałam do 4. O wszystkim i o niczym. Leżąc tak z nim zasnęłam. Obudził mnie sms:
"hej słońce, nie śpij już :* " - Maciek
"skąd ja mam Twój numer? ;d "
"możesz spytać, skąd jestem pod Twoimi drzwiami"
-ojej, cześć - uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam wtedy na swoje kapcie świnie...
-witam. DZIEEEŃ DOBRY! - podszedł i dał całusa w usta.
-dzień dobry, Maciek napijesz się czegoś? pozdrowiłeś mame? - zaczęła mama.
-nie, dzięki. Pozdrowiłem i pyta kiedy wpadniecie.
-może dziś wieczorem? - zaproponował tata.
-dobra, to już piszę do mamy. - Wyciągnął telefon i wystukał treść sms. Chwilę później schował urządzenie do kieszeni.
Przyglądałam się temu zajściu. Czułam, że rodzice go polubili. Przygladałam si mu, był zuepłnie inny. "ja go muszę poznać!" - pomyślałam przyglądając się mu.
-co sie tak patrzysz? - spytał i zrobił głupią minę.
-spójrz na swoje skarpetki , hhahahah.
-HAHAHAHAHAHHAHAHAHAAHHAH
-no własnie hahhahah
-kochanie, śpieszył sie do ciebie to dlatego - wtrącił tata
-tato? dobrze z tobą? - zapytałam.
-jasne. ale te skarpetki, ahahhahahah
-ee no, trudno. przeżyjemy z tym. ale przestańcie się już ze mnie śmiać - zrobił smutną minkę.
-no dobrzee. przepraszam. chodź do mnie.
-dzieciaki za 15minut będzie obiad!
-aż tak długo spałam?! - zdziwiłam się.
-tak pysiaczku- odpowiedział.
Czemu powiedział pysiaczku?! Skąd wie?... Ale skoro rozmawiał z moimi przyjaciółkami... Robi się coraz dziwniej. I wtedy przypomniałam sobie o śnie w szkole.
sobota, 4 maja 2013
ROZDZIAŁ 1.
Poszłam spać późnym wieczorem. Wtedy jeszcze sądziłam, że jest piątek. Do późna rozmawiałam z Rafałem na skypie.Rozmawiałam z nim do pierwszej.. Powiedział, że mu się podobam.. Chce czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Wtedy zaniemówiłam... Nigdy nie myślałam nawet, że mogłabym mu się podobać. A jednak, wszystko jest możliwe. Skończyliśmy rozmawiać, a mimo to nadal nie głam zasnąć.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć...
*rano*
-Vanesa! wstawaj! ktoś do ciebie! - rozległ się głos matki po domu
-kogo niesie o tak wczesnej porze .... - powiedziałam pod nosem zaspana.
Kiedy przejrzałam na oczy zobaczyłam go. Jak zawsze włosy postawione na żel i niesamowicie uroczy uśmiech. Miał na sobie koszulę w kratkę niebieską, a pod spodem t-shirt z napisem "anything is possible " do tego jeansy przypominające rurki i czarne vansy. Siedziałam tak w bezruchu chyba jakąś dłuższą chwilę, bo Kacper zrobił smutną minę i do mnie podszedł i zaczął łaskotać.
-eeej , przestań! - zaczęłam krzyczeć.
-co sie stało? czemu taka smutna?
-nie jestem smutna, tylko zła. I sie zapatrzyłam
-mm na mnie, mam rozumieć?- poruszył brwiami
-nieee, na okno. W ogóle dlaczego przychodzisz tak wcześnie do mnie w sobote?
-ale dziś jest ...
-dobra, wyjdź! wyjdź bo chce sie ubrać - przerwałam mu. Wiedziałam, że to musi być ważne, ale co musi być ważniejsze od sobotniego poranka?!
-ok ... - wyszedł
Zatrzasnęłam drzwi za nim i podreptałam do szafy. Wyciągnełam jasne rurki, t-shirt który dostałam właśnie od Kacpra i żółtą bluzę. Przebierając się spojrzałam na kalendarz.
-coo, to dziś jest piątek?! Kacper! - w duchu modliłam sie, żeby to mi sie przyśniło
-słucham? - znowu pokazał się z tym swoim niesamowitym uśmiechem
-czemu nie powiedziałeś, że dziś jest piątek!?
-chciałem, przerwałaś mi..
-racja. Wybacz pysiaczku. - zawsze się tak do niego zwracałam kiedy sie obrażał.
Na szczęście byłam już ubrana, poprosiłam Kacpra,żeby spakował mi zeszyty do torby. Ja w tym czasie zajęłam się poranną toaletą. Chwilę później byłam gotowa i poszłam do kuchni.
-kochanie, zrobiłam ci tosty do szkoły- zwróciła się mama
-dzięki, mamo - rzuciłam i wyszłam z domu.
Przed domem czekała już Dominika. Podejrzewałam, że czekała dość długo po jej wyrazie twarzy. Przecież to nie moja wina, że zaspałam. Tylko kogoś.
-długo czekasz? - podeszłam i dałam jej buziaka na przywitanie
-wystarczająco długo! Aż 4 minuty ... - zaśmiała się.
-eem, Kacper możesz iść po Rafała? Chcę porozmawiać z Dominiką. - zwróciłam się do niego.
-dobra - odpowiedział i mrugnął swoim niebieskim okiem.
-no to co jest? - pytała zaciekawiona Dominika. - mów co jest!
-no bo wiesz ... Rafał .. no i Kacper .. - zaczęłam, ale nie potrafiłam z siebie tego wydusić.
-no nie gadaj, że Rafałowi też sie podobasz...
-właśnie o to chodzi ...
-to ładnie, kieedy ci to powiedział?
Opowiedziałam wszystko od początku do końca, ale bez żadnych szczegółów,bo przyszli chłopcy. Przywitał się z nami Rafał i poszliśmy do szkoły. Pierwszy mieliśmy wf, więc mogliśmy się spóźnić. Szliśmy powoli i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Weszliśmy do szkoły i prosto do szatni. Chłopcy pobiegli, żeby zdążyć się przebrać, bo chcieli pograć w nogę. Ja z Dominiką postanowiłyśmy, że jest zbyt wcześnie na wf nie będziemy ćwiczyć i przyjdziemy chwilę później.
*15 minut później*
-no proszę, panny znów się spóźniły. - zaczęła pani Lincoln.
-noo proszę pani, ja zaspałam. - zaczęłam
-oczywiście to wina jej budzika! - skończyła za mnie Dominika.
-dobra, siadajcie. Ostatni raz.
-dziękujemy - powiedziałyśmy razem.
Pod koniec lekcji chłopcy przechodzili do szatni, przez naszą część sali. Jednak coś mi nie pasowało. Wśród nich był ktoś nowy. Był zupełnie inni niż wszyscy od nas. Zastanawiałam się, kim jest. Miał jasne włosy i ciemne oczy. Chodzący ideał.
-no nie myśl tak, nie wiadomo czy w środku też taki idealny. -powiedziała Dominika.
Z Dominiką dogadywałam się bez słów. Cieszyłam się, że ją mam. Mimo wielu kłótni my nadal się przyjaźnimy. Potrafimy nie rozmawiać przez parę tygodni lub dni, ale jednak coś nas do siebie ciągnie.Wiemy o sobie wszystko i ciężko by było nam się rozstać. Traktuję ją jak siostrę, której nie mam.
-oo, dziewczynki już przyglądacie się nowemu chłoptasiowi? Nie jest was wart. Gdybym nie była z Fabianem wzięłabym się za niego. - powiedziała Marlena.
-nie mów tak! - wykrzyczała Julia, która dobiegła do nas kiedy tylko zauważyła, że podeszła Marlena.
-ahahahahaha dlatego z nim jestem.
-wredna suka- mruknęła pod nosem Julia.
-co powiedziałaś?
-że jesteś suką. A nie sory, wredną suką.
Zaczęły się kłócić.Jedna lepsza od drugiej. Fabian dla Julii jest bardzo bliskim przyjacielem. Gdyby zerwali, nie darowałaby tego Marlenie. Ona jej po prostu nienawidzi. Próbowała mu to wmówić, że ona go tylko wykorzysta..ale on swoje.Julia chce, żeby Fabian był szczęśliwy,ale nie daruje jej.
Nagle podszedł nowy chłopak, a Marlena tylko stanęła i wpatrywała się w jego ciemne oczy.
-ogarnijcie się, dziewczyny. - zaczął.
-to ona zaczęła , nie ja. idź stąd, nie twoja sprawa - tłumaczyła się Marlena.
I wtedy podszedł do mnie, a mina Marleny była powalająca!