sobota, 4 maja 2013

ROZDZIAŁ 1.

Poszłam spać późnym wieczorem. Wtedy jeszcze sądziłam, że jest piątek. Do późna rozmawiałam z Rafałem na skypie.Rozmawiałam z nim do pierwszej.. Powiedział, że mu się podobam.. Chce czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Wtedy zaniemówiłam... Nigdy nie myślałam nawet, że mogłabym mu się podobać. A jednak, wszystko jest możliwe. Skończyliśmy rozmawiać, a mimo to nadal nie głam zasnąć.Wciąż nie mogłam w to uwierzyć...

*rano*

-Vanesa! wstawaj! ktoś do ciebie! - rozległ się głos matki po domu
-kogo niesie o tak wczesnej porze .... - powiedziałam pod nosem zaspana.
Kiedy przejrzałam na oczy zobaczyłam go. Jak zawsze włosy postawione na żel i niesamowicie uroczy uśmiech. Miał na sobie koszulę w kratkę niebieską, a pod spodem t-shirt z napisem "anything is possible " do tego jeansy przypominające rurki i czarne vansy.  Siedziałam tak w bezruchu chyba jakąś dłuższą chwilę, bo Kacper zrobił smutną minę i do mnie podszedł i zaczął łaskotać.
-eeej , przestań! - zaczęłam krzyczeć.
-co sie stało? czemu taka smutna?
-nie jestem smutna, tylko zła. I sie zapatrzyłam
-mm na mnie, mam rozumieć?- poruszył brwiami
-nieee, na okno. W ogóle dlaczego przychodzisz tak wcześnie do mnie w sobote?
-ale dziś jest ...
-dobra, wyjdź! wyjdź bo chce sie ubrać - przerwałam mu. Wiedziałam, że to musi być ważne, ale co musi być ważniejsze od sobotniego poranka?!
-ok ... - wyszedł
Zatrzasnęłam drzwi za nim i podreptałam do szafy. Wyciągnełam jasne rurki, t-shirt który dostałam właśnie od Kacpra i żółtą bluzę. Przebierając się spojrzałam na kalendarz.
-coo, to dziś jest piątek?! Kacper! - w duchu modliłam sie, żeby to mi sie przyśniło
-słucham? - znowu pokazał się z tym swoim niesamowitym uśmiechem
-czemu nie powiedziałeś, że dziś jest piątek!?
-chciałem, przerwałaś mi..
-racja. Wybacz pysiaczku. - zawsze się tak do niego zwracałam kiedy sie obrażał.
Na szczęście byłam już ubrana, poprosiłam Kacpra,żeby spakował mi zeszyty do torby. Ja w tym czasie zajęłam się poranną toaletą. Chwilę później byłam gotowa i poszłam do kuchni.
-kochanie, zrobiłam ci tosty do szkoły- zwróciła się mama
-dzięki, mamo - rzuciłam i wyszłam z domu.
Przed domem czekała już Dominika. Podejrzewałam, że czekała dość długo po jej wyrazie twarzy. Przecież to nie moja wina, że zaspałam. Tylko kogoś.
-długo czekasz? - podeszłam i dałam jej buziaka na przywitanie
-wystarczająco długo! Aż 4 minuty ... - zaśmiała się.
-eem, Kacper możesz iść po Rafała? Chcę porozmawiać z Dominiką. - zwróciłam się do niego.
-dobra - odpowiedział i mrugnął swoim niebieskim okiem.
-no to co jest? - pytała zaciekawiona Dominika. - mów co jest!
-no bo wiesz ... Rafał .. no i Kacper .. - zaczęłam, ale nie potrafiłam z siebie tego wydusić.
-no nie gadaj, że Rafałowi też sie podobasz...
-właśnie o to chodzi ...
-to ładnie, kieedy ci to powiedział?
Opowiedziałam wszystko od początku do końca, ale bez żadnych szczegółów,bo przyszli chłopcy. Przywitał się z nami Rafał i poszliśmy do szkoły. Pierwszy mieliśmy wf, więc mogliśmy się spóźnić. Szliśmy powoli i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.
Weszliśmy do szkoły i prosto do szatni. Chłopcy pobiegli, żeby zdążyć się przebrać, bo chcieli pograć w nogę. Ja z Dominiką postanowiłyśmy, że jest zbyt wcześnie na wf nie będziemy ćwiczyć i przyjdziemy chwilę później.

*15 minut później*

-no proszę, panny znów się spóźniły. - zaczęła pani Lincoln.
-noo proszę pani, ja zaspałam. - zaczęłam
-oczywiście to wina jej budzika! - skończyła za mnie Dominika.
-dobra, siadajcie. Ostatni raz.
-dziękujemy - powiedziałyśmy razem.
Pod koniec lekcji chłopcy przechodzili do szatni, przez naszą część sali. Jednak coś mi nie pasowało. Wśród nich był ktoś nowy. Był zupełnie inni niż wszyscy od nas. Zastanawiałam się, kim jest. Miał jasne włosy i ciemne oczy. Chodzący ideał.
-no nie myśl tak, nie wiadomo czy w środku też taki idealny. -powiedziała Dominika.
Z Dominiką dogadywałam się bez słów. Cieszyłam się, że ją mam. Mimo wielu kłótni my nadal się przyjaźnimy. Potrafimy nie rozmawiać przez parę tygodni lub dni, ale jednak coś nas do siebie ciągnie.Wiemy o sobie wszystko i ciężko by było nam się rozstać. Traktuję ją jak siostrę, której nie mam.
-oo, dziewczynki już przyglądacie się nowemu chłoptasiowi? Nie jest was wart. Gdybym nie była z Fabianem wzięłabym się za niego. - powiedziała Marlena.
-nie mów tak! - wykrzyczała Julia, która dobiegła do nas kiedy tylko zauważyła, że podeszła Marlena.
-ahahahahaha dlatego z nim jestem.
-wredna suka- mruknęła pod nosem Julia.
-co powiedziałaś?
-że jesteś suką. A nie sory, wredną suką.
Zaczęły się kłócić.Jedna lepsza od drugiej. Fabian dla Julii jest bardzo bliskim przyjacielem. Gdyby zerwali, nie darowałaby tego Marlenie. Ona jej po prostu nienawidzi. Próbowała mu to wmówić, że ona go tylko wykorzysta..ale on swoje.Julia chce, żeby Fabian był szczęśliwy,ale nie daruje jej.
Nagle podszedł nowy chłopak, a Marlena tylko stanęła i wpatrywała się w jego ciemne oczy.
-ogarnijcie się, dziewczyny. - zaczął.
-to ona zaczęła , nie ja. idź stąd, nie twoja sprawa - tłumaczyła się Marlena.
I wtedy podszedł do mnie, a mina Marleny była powalająca!

3 komentarze:

  1. Fajne :D

    Zapraszam do mnie :
    Pojawił się 2 rozdział.
    http://closer-to-the-edge-death-and-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciekawe, wyszukałam się kilku powtórzeń ale nie jestem idealna też je często robię.. Pomysł myślę że jest dobry. Będę ciebie śledzić !

    zycieameli.blospot.com - zaobserwujesz?

    PS : usuń weryfikacje obrazkową ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wiem wiem, ale z czasem mam nadzieję, że będzie ich mniej. :)
      a już obserwuję! :D
      a to tego chyba się nie da usunąć, albo po prostu nie wiem jak :< jak będę wiedziała, od razu usunę! :D

      Usuń